muzyka: klik
DEDYKACJA: Dla Anety, żebyś kiedyś spotkała Justina i spełniła swoje marzenia, moja kochana Belieberko xo
#2. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Patrzył mi oczy. Jego brązowe tęczówki robiły się coraz ciemniejsze i smutniejsze. W końcu opuścił wzrok. Nie potrafiłam się ruszyć. Może mój mózg przestał pracować?
- To szkodzi mojej karierze - powiedział, trzymając ją za zimną rękę. - I twojemu bezpieczeństwu.
- Co jest dla ciebie ważniejsze? - szepnęła. - Kariera czy moje bezpieczeństwo?
Chłopak ścisnął mocniej jej dłoń. Jej szept ranił go bardziej od krzyku.
- Nie rób mi tego. To nie jest dla mnie łatwe.
Patrzyła pustymi oczyma w okno. Nie chciała na niego spojrzeć. Bolało ją to co mówił. Miała ochotę zamknąć się w swoim pokoju i płakać. Wydawało się jej, że serce przestało już bić. A może w ogóle go już nie miała?
- To nam szkodzi... - powiedział. Wyciągnął rękę, by pogłaskać mój policzek. Odsunęłam się. Widziałam w jego oczach ból, jednak nie mogłam na to nic poradzić. - Ciągle o nas piszą. Fani ci grożą. Boli mnie to, że osoby, które tak kocham, ranią kogoś ważnego dla mnie. Wiesz doskonale, że jeżeli tego nie zakończymy, to może być gorzej...
Wiedziałam, że ma racje. Ale z drugiej strony się mylił. Chciał mnie chronić? Jest jedynym powodem dla którego mam ochotę codziennie wstawać z łóżka. Jeżeli odejdzie...
- Wstawaj - zaśmiał się. - Przecież nie przeleżysz całego życia w łóżku!
Przykryła głowę poduszką, próbując opóźnić nieuniknione. Nagle poczuła, że kładzie się obok niej. Delikatnie wziął z jej rąk poduszkę i pocałował ją w usta.
- Myślę, że mogę rozważyć propozycje wyjścia z łóżka - wymamrotała.
Spojrzałam na parę obok. Uśmiechali się, nie widzieli świata poza sobą. Potem przeniosłam wzrok na Niego. Siedział i patrzył na mnie wyczekująco. Chciał, żebym ja też coś powiedziała..
- Myślę, że fani naprawdę są ważni. Nie mogę stać pomiędzy tobą, a nimi. - Zerwałam się z krzesła. Zostawiłam na stoliku trochę pieniędzy, żeby nie musiał za mnie płacić.
Wybiegłam. Nie chciałam, żeby widział moje łzy. Udałam się w stronę parku w centrum miasta. Nie oglądałam się za siebie. Chciałam zostawić to co było. Nie mogę do tego wracać.
Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. Nie dziwię im się. Musiałam wyglądać dziwnie w rozmazanym makijażu, łapczywie łapiąc oddech. Usiadłam na najbliższej ławce i ukryłam twarz w dłoniach.
Weszła do pokoju. Powitał ją zapach róż i migotliwe światło świec. Nagle ktoś zasłonił jej oczy i pocałował delikatnie w szyję. Uśmiechnęła się i odwróciła.
- Z jakiej to okazji?
Roześmiał się. Jego oczy zamigotały.
- A czy musi być jakaś okazja?
Ujął jej rękę i zaczął tańczyć..
- Nie włączysz muzyki? - szepnęła.
- Wystarczy bicie naszych serc - odpowiedział i złożył pocałunek na jej ustach.
Otarłam oczy. Na palcach został mi tusz. Wpatrywałam się w niego dłuższą chwilę. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Czułam się, jakbym straciła cel w życiu. Jedyne co mi zostało, to wrócić do rodziców.
- Tu jesteś - usłyszałam za sobą. Nie odwróciłam się. Wiedziałam kto tam stoi.
- Jak widać - szepnęłam.
- Nie chciałem... - Usiadł obok mnie. Utkwił wzrok w dwójce bawiących się dzieci. - Myślę, że powinniśmy inaczej to rozwiązać.
- Niby jak? Upozorować mój pogrzeb, żeby nikt nie wiedział, że jeszcze istnieje? Może wtedy dadzą mi spokój - powiedziałam z nutką sarkazmu.
- [T.I] - westchnął. - Czy ty nic nie rozumiesz?
Wzruszyłam ramionami.
Dotknął mojej ręki. Nie zareagowałam.
- Źle zrobiłem. Fani są dla mnie bardzo ważni, ale... Oni nie mogą wpływać na moje decyzje. Nie mogę zerwać z dziewczyną, którą kocham, tylko dlatego, że oni nie akceptują moich wyborów.
Spojrzałam mu w oczy. Delikatnie się przybliżył i szepnął:
- Nie uciekaj mi więcej.